Pukanie rozległo się ponownie.
Trzy powolne uderzenia.
Nikt w sali się nie odezwał.
Emily zacisnęła palce na mojej dłoni tak mocno, jak pozwalał jej osłabiony organizm. Pielęgniarka stała przy drzwiach nieruchomo, a mężczyzna w garniturze wsunął kopertę głębiej do kieszeni.
— Kto tam? — zapytała w końcu pielęgniarka.
— Biuro szeryfa. Musimy porozmawiać z panią Carter.
Emily natychmiast pokręciła głową.
— Nie wpuszczaj ich.
Podszedłem do drzwi, ale ich nie otworzyłem.
— Moja żona jest pod opieką lekarzy. Jeśli chcecie z nią rozmawiać, wróćcie z odpowiednim upoważnieniem.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Panie Carter, szeryf Mercer chce tylko wyjaśnić kilka szczegółów.
— Szeryf Mercer miał już okazję ze mną rozmawiać.
Tym razem odpowiedź nie nadeszła od razu.
Usłyszałem oddalające się kroki.
Pielęgniarka wypuściła powietrze, jakby przez cały czas wstrzymywała oddech.
— Oni wrócą — powiedziała.
Odwróciłem się do niej.
— Dlaczego pani się ich boi?
Spojrzała na Emily, a potem na mężczyznę z kwiatami.
— Ponieważ to nie pierwszy raz.
Te słowa zmieniły wszystko.
Mężczyzna w garniturze wyciągnął krzesło.
— Nazywam się Adrian Cole — powiedział. — Byłem księgowym w Mercer Development przez prawie siedem lat.
— Byłeś?
— Do chwili, kiedy zacząłem zadawać pytania.
Usiadł i przez chwilę patrzył na podłogę.
— Firma Travisa kupowała nieruchomości od ludzi znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej. Oficjalnie wszystko wyglądało legalnie. Problem polegał na tym, że część właścicieli nigdy nie zgodziła się na warunki widniejące w dokumentach.
Emily zamknęła oczy.
— Zmieniali umowy — powiedziała cicho.
Adrian skinął głową.
— Podrabiali podpisy, zmieniali daty, ukrywali załączniki. A kiedy ktoś próbował walczyć, nagle pojawiały się problemy z lokalnymi urzędami. Kontrole. Mandaty. Pozwy.
— I szeryf Mercer ich chronił? — zapytałem.
Adrian spojrzał na mnie.
— Nie mam jeszcze dowodu, że kierował wszystkim osobiście. Ale za każdym razem, kiedy ktoś próbował zgłosić sprawę, dokumenty znikały albo dochodzenie kończyło się, zanim naprawdę się zaczęło.
Wtedy zrozumiałem napis na karcie pamięci.
NIE UFAJ POLICJI.
Nie oznaczał, że każdy funkcjonariusz w hrabstwie był skorumpowany.
Oznaczał, że Emily nie wiedziała, komu może zaufać.
— Jak Emily się w to wplątała?
Adrian spojrzał na nią.
— Przez panią Helen Walsh.
Emily otworzyła oczy.
— Helen była moją klientką.
Przed moim wyjazdem Emily zaczęła pracować jako niezależna konsultantka pomagająca starszym mieszkańcom porządkować dokumenty dotyczące nieruchomości i ubezpieczeń. Wiedziałem o jej pracy, ale nigdy nie mówiła mi o niczym niebezpiecznym.
— Helen ma siedemdziesiąt osiem lat — kontynuowała Emily. — Pewnego dnia przyszła do mnie z pismem, z którego wynikało, że ma trzydzieści dni na opuszczenie domu.
— Dlaczego?
— Według dokumentów sprzedała go Mercer Development osiem miesięcy wcześniej.
Emily spojrzała mi prosto w oczy.
— Tylko że Helen nigdy niczego nie sprzedała.
Adrian wyjął telefon.
Pokazał mi zdjęcie starszej kobiety stojącej przed niewielkim białym domem.
— To był początek — powiedział.
Emily zaczęła sprawdzać dokumenty Helen.
Potem znalazła drugą podobną sprawę.
Następnie trzecią.
Po dwóch tygodniach miała już nazwiska jedenastu właścicieli.
Każdy przypadek wyglądał trochę inaczej.
Ale wszystkie prowadziły do tej samej firmy.
Mercer Development.
— Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? — zapytałem.
Emily spuściła wzrok.
— Byłeś tysiące kilometrów stąd. Nie chciałam, żebyś się martwił, dopóki nie będę pewna.
— A potem?
— Potem Travis dowiedział się, że zadaję pytania.
Adrian położył na stoliku bukiet.
— Emily skontaktowała się ze mną trzy tygodnie temu. Wiedziała, że kiedyś pracowałem dla firmy.
— Dałeś jej dokumenty?
— Część.
— A nagrania?
Emily odpowiedziała zamiast niego.
— Zdobyłam je sama.
W pokoju zapadła cisza.
— Jak?
— Travis chciał mnie przestraszyć. Zaprosił mnie na spotkanie na budowie. Powiedział, że wszystko mi wyjaśni.
Poczułem napięcie w ramionach.
— Poszłaś tam sama?
— Oficjalnie tak.
Jej spojrzenie przesunęło się na kartę pamięci.
— Ale telefon przez cały czas nagrywał.
Nie podobało mi się to.
Nie dlatego, że Emily zrobiła coś niewłaściwego.
Dlatego, że Travis najwyraźniej odkrył, co zrobiła.
— Co jest na nagraniu?
Emily przez chwilę milczała.
— Travis mówi o Helen. O innych domach. I o tym, że jego ojciec „załatwia problemy”, kiedy ludzie idą na policję.
Adrian dodał:
— Jest tam również nazwisko kogoś jeszcze.
— Kogo?
Nie zdążył odpowiedzieć.
Drzwi otworzyły się gwałtownie.
Odwróciłem się.
Do sali wszedł lekarz, a za nim dwóch mężczyzn w ciemnych garniturach.
Nie mieli mundurów.
Nie wyglądali też na ludzi Mercera.
Pierwszy wyjął identyfikator.
— Blake Carter?
— Tak.
— Agent specjalny Marcus Reed.
Spojrzał na Emily.
— Departament Sprawiedliwości.
Adrian wyraźnie się rozluźnił.
Ja nie.
Jeszcze nie.
— Skąd wiedzieliście, że tu jesteśmy?
Agent Reed zamknął drzwi.
— Ponieważ od sześciu miesięcy obserwujemy przepływy finansowe powiązane z Mercer Development.
Emily wyglądała na zaskoczoną.
— Więc wiedzieliście?
— Wiedzieliśmy, że coś się dzieje. Nie wiedzieliśmy, jak głęboko to sięga.
Reed spojrzał na mnie.
— Dopóki pańska żona nie znalazła brakującego elementu.
Wyjąłem kartę pamięci.
— Tego?
Agent nie wyciągnął po nią ręki.
To akurat mi się spodobało.
— Być może. Ale zanim ją przejmiemy, chcę sporządzić oficjalny protokół i zabezpieczyć kopię przy świadkach. Jeżeli materiał jest tym, czym podejrzewamy, Mercerowie będą próbowali zakwestionować każdy etap jego pozyskania.
Spojrzałem na Emily.
— Jest jeszcze coś, prawda?
Jej oczy natychmiast się zaszkliły.
— Blake…
— Powiedz mi.
Przez chwilę wydawało się, że nie potrafi znaleźć słów.
W końcu wyszeptała:
— Na nagraniu Travis nie mówi tylko o nieruchomościach.
Agent Reed zesztywniał.
— Emily.
Ale ona mówiła dalej.
— Wspomina o pieniądzach wysyłanych poza stan. O firmach, które istnieją tylko na papierze. I o człowieku, który podpisuje dokumenty w urzędzie hrabstwa.
— Kim?
Emily spojrzała w stronę drzwi, jakby obawiała się, że ktoś może nas podsłuchiwać.
Potem powiedziała nazwisko.
— Sędzia Robert Hale.
Adrian pobladł.
Nawet Reed przestał na moment wyglądać jak człowiek, który wszystko ma pod kontrolą.
Znałem nazwisko Hale’a.
Każdy w Harrington County je znał.
Robert Hale był sędzią, który zatwierdzał dziesiątki spraw dotyczących sporów o nieruchomości.
Jeżeli Emily miała rację, nie chodziło już o jednego bogatego przedsiębiorcę i jego wpływowego ojca.
Chodziło o sieć.
Spojrzałem na kartę pamięci trzymaną między palcami.
Travis popełnił jeden ogromny błąd.
Myślał, że najgroźniejszą osobą, którą powinien powstrzymać, jestem ja.
Nie rozumiał jeszcze, że to Emily znalazła pierwszą nić.
A teraz właśnie zaczynaliśmy ją ciągnąć.
Agent Reed wyjął telefon.
— Od tej chwili nikt z lokalnego biura szeryfa nie zostaje sam z panią Carter. Zorganizujemy ochronę.
Emily nagle spojrzała na mnie.
— Blake, jest jeszcze jedna rzecz.
— Jaka?
— Klucz.
Adrian ponownie wyjął kopertę.
W środku rzeczywiście znajdował się mały metalowy klucz z wygrawerowanym numerem 317.
— Co otwiera? — zapytałem.
Emily pokręciła głową.
— Nie wiem.
Adrian natomiast patrzył na numer, jakby właśnie zobaczył ducha.
— Ja wiem.
Wszyscy zwróciliśmy się w jego stronę.
— Trzysta siedemnaście — powiedział powoli. — To nie jest numer skrytki bankowej.
— Więc czego?
Adrian podniósł wzrok.
— Magazynu na starym dworcu towarowym.
Agent Reed zrobił krok bliżej.
— Co tam jest?
Adrian przełknął ślinę.
— Jeśli Travis niczego nie przeniósł…
Zawahał się.
— Oryginały.
— Jakie oryginały?
— Umowy. Księgi rachunkowe. Listy płatności. Wszystko, czego Mercerowie nigdy nie trzymali w komputerach.
Emily zamknęła oczy.
Teraz rozumiałem, dlaczego została zaatakowana.
Karta pamięci mogła ich pogrążyć.
Ale klucz mógł pogrążyć wszystkich.
Wtedy telefon agenta Reeda zawibrował.
Spojrzał na ekran.
Jego twarz natychmiast się zmieniła.
— Co się stało? — zapytałem.
Podniósł wzrok.
— Mamy problem.
— Jaki?
— Stary dworzec towarowy właśnie stanął w płomieniach.
Spojrzałem na klucz numer 317.
A Emily powiedziała coś, czego nikt z nas się nie spodziewał:
— W takim razie Travis nadal nie wie, gdzie naprawdę ukryłam oryginały.






