Następnego ranka Anna siedziała naprzeciwko swojej prawniczki, mecenas Marty Zielińskiej, i patrzyła na wydruk dokumentu, który miał rzekomo zawierać jej podpis.
Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało prawidłowo.
Jej imię.
Nazwisko.
Numer dokumentu.
Adres mieszkania.
A na samym dole podpis, który wyglądał niemal identycznie jak jej własny.
Niemal.
Anna przesunęła palcem po kartce.
„To nie jest mój podpis.”
Marta skinęła głową.
„Wierzę ci. Ale samo stwierdzenie tego nie wystarczy. Musimy ustalić, skąd dokument pochodzi i kto uczestniczył w jego przygotowaniu.”
„Czy Michał mógł to zrobić?”
„Nie chcę zgadywać. Najpierw zbierzemy fakty.”
Anna była wdzięczna za ten spokój. Sama miała ochotę natychmiast zadzwonić do Michała i zażądać odpowiedzi.
Ale przypomniała sobie jego twarz, kiedy wspomniała o pełnomocnictwie.
On już wiedział.
Kilka godzin później sytuacja zrobiła się jeszcze dziwniejsza.
Karolina zadzwoniła do Anny.
„Muszę ci coś powiedzieć.”
„Co się stało?”
„Ciocia Barbara dzwoniła do wszystkich, którzy byli na urodzinach. Mówi, że masz problemy emocjonalne i że bez powodu ją zaatakowałaś.”
Anna zamknęła oczy.
Dokładnie tego się spodziewała.
„To jeszcze nie wszystko” — dodała Karolina. „Prosi wszystkich, żeby usunęli zdjęcia i filmy z przyjęcia.”
Anna natychmiast spojrzała na Martę.
„Nie usuwaj niczego” — powiedziała.
Karolina niemal się roześmiała.
„Już zrobiłam trzy kopie.”
Po raz pierwszy od poprzedniego wieczoru Anna poczuła odrobinę ulgi.
Ale wtedy Karolina powiedziała:
„Jest jeszcze drugi film.”
Anna wyprostowała się.
„Jaki drugi film?”
„Nagrywałam wcześniej, kiedy Zosia bawiła się balonami. Nie oglądałam tego fragmentu, bo myślałam, że nic tam nie ma. Dzisiaj przejrzałam wszystko.”
„I?”
„Barbara rozmawia tam z Pawłem.”
Kilka minut później nagranie pojawiło się na telefonie Anny.
Obraz był trochę niewyraźny. Widać było Zosię biegającą między krzesłami. W tle, niedaleko stołu z prezentami, Barbara stała obok Pawła.
„Michał zaczyna panikować” — mówiła.
„Bo Anna zadaje za dużo pytań” — odpowiedział Paweł.
Barbara poprawiła szarfę.
„Dlatego trzeba było zrobić to wcześniej.”
Paweł powiedział coś, czego mikrofon nie wychwycił.
A potem Barbara odpowiedziała wyraźnie:
„Podpis wygląda wystarczająco dobrze. Nikt nie będzie tego sprawdzał, jeśli raty będą płacone.”
Anna zatrzymała nagranie.
Marta nie powiedziała ani słowa przez kilka sekund.
„Zachowujemy oryginalny plik” — powiedziała w końcu.
Anna czuła, jak gniew miesza się w niej z niedowierzaniem.
Przez lata Barbara traktowała ją jak intruza we własnej rodzinie. Anna sądziła, że chodziło o zwykłą kontrolę, zazdrość o syna i niechęć do synowej.
Teraz zaczynała rozumieć, że chodziło również o pieniądze.
Paweł potrzebował ratunku.
Barbara postanowiła wykorzystać majątek Anny.
A Michał przynajmniej część tego planu znał.
Tego samego wieczoru Michał pojawił się przed mieszkaniem przyjaciółki Anny.
Nie wszedł do środka.
Anna wyszła na klatkę schodową, ale zostawiła drzwi uchylone.
Michał wyglądał, jakby nie spał całą noc.
„Musimy porozmawiać.”
„Mów.”
„Mama przesadziła.”
Anna prawie się roześmiała.
„Którym razem? Kiedy upokorzyła Zosię czy kiedy pomagała przygotować dokument z moim podpisem?”
Michał pobladł.
„Nie wiedziałem, że posunęła się aż tak daleko.”
„Ale wiedziałeś o przelewach.”
Nie zaprzeczył.
„Paweł miał oddać wszystko w ciągu sześciu miesięcy.”
„Bez mojej wiedzy.”
„To były nasze wspólne pieniądze.”
„Właśnie. Nasze. Nie twoje.”
Michał potarł dłonią twarz.
„Anna, jeśli teraz wszystko zgłosisz, moja rodzina się rozpadnie.”
Spojrzała na niego długo.
„Twoja rodzina zaczęła się rozpadać w chwili, kiedy siedziałeś przy stole i patrzyłeś, jak twoja matka poniża twoją dwuletnią córkę.”
„Chcę to naprawić.”
„To zacznij mówić prawdę.”
Michał zamilkł.
Anna zrobiła krok bliżej.
„Kto podpisał dokument?”
„Nie wiem.”
„Kłamiesz.”
„Naprawdę nie wiem.”
„Kto miał dostęp do kopii mojego dowodu?”
Tym razem jego reakcja była natychmiastowa.
Spojrzał w bok.
Anna poczuła, że właśnie trafiła w sedno.
„Michał.”
„Mama poprosiła mnie o kopię kilka miesięcy temu.”
„Po co?”
„Powiedziała, że potrzebuje jej do dokumentów rodzinnych.”
Anna patrzyła na niego z niedowierzaniem.
„I dałeś jej kopię mojego dowodu?”
„Nie wiedziałem, co planuje.”
„Ale kiedy zobaczyłeś pełnomocnictwo, nie zatrzymałeś jej.”
Nie odpowiedział.
Anna otworzyła drzwi.
„Idź.”
„Anna…”
„Idź.”
Tym razem posłuchał.
Następnego dnia wydarzyło się coś, czego Barbara najwyraźniej się nie spodziewała.
Jeden z gości obecnych na urodzinach skontaktował się z Anną.
Był nim starszy brat Barbary, Andrzej.
„Nie chcę mieszać się w wasze małżeństwo” — powiedział. „Ale chyba powinienem ci coś pokazać.”
Spotkali się w niewielkiej kawiarni.
Andrzej położył na stole telefon.
Na ekranie znajdowało się zdjęcie dokumentu.
„Barbara wysłała mi to miesiąc temu. Chwaliła się, że Paweł wreszcie dostanie pieniądze na firmę.”
Anna spojrzała na fotografię.
Była tam pierwsza strona umowy dotyczącej zabezpieczenia finansowania.
Ale coś innego przykuło jej uwagę.
Na dole widniała kwota.
Nie dziewięćdziesiąt tysięcy.
Nie dwieście tysięcy.
480 000 złotych.
Anna podniosła wzrok.
„Ona chciała obciążyć nasze mieszkanie na prawie pół miliona?”
Andrzej pokręcił głową.
„Anno, chyba nadal nie rozumiesz.”
Przesunął palcem po ekranie i otworzył drugie zdjęcie.
„To nie miało zabezpieczać tylko firmy Pawła.”
Anna zaczęła czytać.
Po kilku sekundach poczuła, że robi jej się zimno.
Na liście zobowiązań widniały trzy różne firmy.
Jedna należała do Pawła.
Drugiej Anna nie znała.
Ale nazwę trzeciej rozpoznała natychmiast.
Była zarejestrowana na Michała.
Anna spojrzała na Andrzeja.
„Michał mówił mi, że nie prowadzi żadnej firmy.”
„Najwyraźniej prowadzi.”
Anna jeszcze raz spojrzała na ekran.
I wtedy zauważyła datę rejestracji.
Firma jej męża powstała osiemnaście miesięcy wcześniej.
To oznaczało, że kłamstwa nie zaczęły się przy urodzinowym stole.
Nie zaczęły się nawet od pierwszego przelewu.
Michał prowadził podwójne życie finansowe od półtora roku.
A Anna właśnie zaczynała odkrywać, dokąd naprawdę znikały ich pieniądze.






